Cashflow by Robert T. Kiyosaki


Gry: Artykuły Książki

Czy w Polsce franchising się opłaca?

Niedawno zdecydowaliśmy się zbadać temat osobiście i odwiedziliśmy ostatni Salon Franchisingu, targi w Warszawie w dniach 16-18 czerwca. Nasze wysiłki zdobycia informacji skoncentrowały się na drugim dniu targów.

Salon skorzystał z gościny warszawskiego Pałacu Kultury. Dobra lokalizacja, ale gorzej z prestiżem samej imprezy. Już na wstępie zaczęły razić nas puste stoiska. Przy wejściu ulotki z informacjami o organizatorach imprezy, ale brak drukowanego planu samej imprezy. A byłby on przydatny, gdyż salon podzielony został na 2 części:
- targową, gdzie wystawiali się franczyzodawcy i niestety nie tylko
- prelekcyjną, gdzie odbywały się wykłady oraz prezentacje wybranych franchisingów.

Procentowy udział wystawców wynosił: około 60% franczyzodawców, reszta to głównie sponsorzy imprezy, czyli wydawcy czasopism z tej branży i ci nie związani tematycznie z Salonem.

Najpierw trafiłam na wykład. Temat był na czasie, bo o pozyskiwaniu funduszy z Unii. Okazuje się, że można je pozyskać również na franchising - jako dawca lub jako biorca. Z chęcią dowiedziałabym się więcej, niestety prezentacja z odległości 10 rzędów była prawie niewidoczna. Tekst na każdym slajdzie był małego formatu, a osoba prezentująca siedziała i czytała słowo po słowie ze slajdów.

Po wykładzie podeszłam i poprosiłam o wysłanie prezentacji na maila. "Ależ nie ma najmniejszego problemu" - usłyszałam. Nastąpiła wymiana wizytówek. Na prezentację wciąż czekam.

Przechodzę do części wystawowej. Z początku ciężko mi wyłowić franczyzodawców z tłumu stoisk promujących własne czasopisma. Jest tu m.in. "Franchising Info". Podchodzę, oglądam, zadaję pytania. Oferta? Mogę się np. zareklamować lub zafundować sobie artykuł sponsorowany.

- Czy wszystkie materiały w piśmie tworzone są w ten sposób? - pytam. Moja dociekliwość nie przypada do gustu wystawcom, nie otrzymuję odpowiedzi. Cóż, może nie wzbudzałam zaufania, ponieważ zadawałam pytania z punktu widzenia osoby, która o piśmie wcześniej nie słyszała.
- Proszę tu są numery archiwalne, a tutaj bieżący.
- Dziękuję..
- Ale za to się płaci.

No, cóż, w końcu czego się nie robi dla zdobycia informacji - dziesięć złoty bez dziesięciu groszy. Kolejnym pismem szukającym chętnych do "współpracy" na targach jest "Conference & Business". W 15 minutowej rozmowie ze mną przynajmniej 10 razy pada słowo "luksus", a 20 razy słowo "prestiż", oczywiście w połączeniu z przymiotnikiem "wysoki". Od razu znam swoje miejsce w tej rozmowie. Ale muszę przyznać firmie punkt. Skontaktowano się ze mną po targach w umówionym terminie. Mailowo i telefonicznie. A do mojej skrzynki trafiła oferta możliwa do negocjacji. Ale, ile można utargować z kwoty 8000 zł za reklamę lub artykuł?

W końcu trafiam do obszaru, gdzie wystawiają się franczyzodawcy. Kolejki przy stoisku dr Ireny Eris. Można otworzyć salon kosmetyczny. Wymagania są wysokie: lokalizacja - preferowane są nie tyle centra miast, co bardzo ekskluzywne dzielnice; wymagane przynajmniej 3 miejsca do parkowania przed lokalem. Ale i zwrot z inwestycji raczej pewny. W końcu firma Eris otwiera salony nie tylko poza granicami naszego kraju, ale i na innych kontynentach. Moim zdaniem największą barierą jest znalezienie wysoko wykwalifikowanego personelu.

Podążam dalej, mając w głowie myśli pochodzące ze "Szkoły biznesu". Szukam struktury, która umożliwiłaby mi budowanie mojego przychodu pasywnego. Obieram strategię działania: mam gotówkę, chcę ją zainwestować w bezpieczny, stabilny biznes i chcę, aby stopa zwrotu była znacząco wyższa od tej, którą oferują mi banki lub od możliwej do osiągnięcia, jeśli lokowałabym pieniądze w jakimś funduszu inwestycyjnym. A podążając za radami Roberta Kiyosaki, udzielonymi w "Szkole biznesu", nie chcę pracować. No, może tylko w początkowym okresie. Nie chcę biznesu, którego będę musiała doglądać 24 godziny na dobę, 365 dni w roku. Przystępując do franchisingu powinnam czerpać z nieograniczonych możliwości, jakie daje współpraca w sieci. Sieć to potęga, uczy mnie Kiyosaki, a ja już wiem, czego powinnam bezwzględnie wymagać od tych, którzy proponują mi przystąpienie do ich struktury.

Propozycja, jaką napotykam - to Dominet Bank. Niestety odpada. Na moją wypowiedz na temat mojej niechęci do pracy etatowej, słyszę:
- Nie szukamy kogoś, kto nie chce pracować. To biznes rodzinny, któremu trzeba poświęcić serce. Pytam: "Ile trzeba zainwestować i jaki jest zwrot z inwestycji?". I tu pada wyrażenie, które będzie mi towarzyszyć na tych targach prawie do końca: "Klauzula poufności".

Jestem prostą, podejrzliwą Polką. Jeśli coś przynosi wymierne, realne zyski, chcę wiedzieć, dlaczego należy to utajniać? Rozmowa zostaje umiejętnie skierowana na inne obszary.

Powoli zaczyna mi się wyłaniać obraz polskiego rynku franchisingowego. Dawców bardzo ogólnie można podzielić na trzy kategorie:

I. Oferujący rodzaj biznesu rodzinnego, gdzie, mocno uogólniając, wymagany jest w tych samych proporcjach własny wkład finansowy, ale i osobowy. Trochę to jednak jest podobne do pracy na etacie, ale od razu awansuje się na dyrektora placówki.

II. Oferujący franchising w najbardziej typowym tego słowa rozumieniu. Można otworzyć własny punkt i sprzedawać nie tylko produkty i usługi, ale także markę, za co najczęściej słono się płaci w opłacie licencyjnej. Pierwotnie wymagane jest mocne zaangażowanie osobiste, potem można wychować sobie menedżerów i liczyć na ukształtowanie się biznesu w sposób propagowany przez bogatego ojca: czyli zniknąć na pół roku na Hawajach i mieć pewność, że zyski rosną.

III. Trzecią grupę stanowią producenci, którzy szukają możliwości rozbudowy sieci dystrybucyjnej lub chcą ją dopiero stworzyć. Tu oferta jest naprawdę uczciwa. Jednak z racji tego, że wielu dopiero tworzy biznes franchisingowy, na wiele pytań uzyskuje się odpowiedź: "Na dzień dzisiejszy nie jesteśmy w stanie powiedzieć".

Pierwszą grupę po lekturze "Szkoły biznesu" omijam szerokim łukiem. Chcecie wiedzieć dlaczego? Sięgnijcie po książkę. Są lepsze i tańsze sposoby dochodzenia do zamożności. Koncentruję się na grupie II i III.

Listę pytań kieruję do każdego ze stoisk:
- Ile lat biznes jest na polskim rynku?
- Gdzie ma punkty i ile?
- Co z wyłącznością na lokalizację?
- Co jest dla biznesu bezpośrednią konkurencją?

Moją uwagę w grupie II przykuwa oferta Mail Boxes Etc. Według "Entrepreneur Magazine" MBE jest na pierwszym miejscu w światowych rankingach sieci franchisingowych świadczących usługi dla biznesu.

Dyrektor Barbara Jelonek ze stoickim spokojem odpowiada na moje czasem banalne pytania. Inwestycja to 150 tys. zł, zwrotu można oczekiwać po 2 latach. Osobiste zaangażowanie jest na początku niezbędne. Ale firma zapewnia trening menedżerski dla dwóch osób i to niekoniecznie w jednym terminie. Własnego zastępcę można wyszkolić dajmy na to za dwa lata. Koszt szkolenia od razu zawarty jest w cenie pakietu franchisingowego.

Próbuję dowiedzieć się więcej na temat specyfiki biznesu. Naprawdę szerokie spektrum oferowanych usług. Materiał do wysyłki przekazuje się w dowolnym formacie. O resztę nie trzeba się martwić. MBE wydrukuje, posegreguje, oprawi i porozsyła we wskazane miejsca, nawet o 12 w nocy w niedzielę (nietypowy format przesyłki mile widziany).

Dostaję rzetelną informację na temat wachlarza cenowego usług, na temat konkurencji, a także działów, w których zysk jest najwyższy. Jak zawsze i tu działa prawo Pareto 20:80. Mile zaskoczona jestem także dokładną informacją na temat opcji leasingu sprzętu i opcji kredytowych.

Cała rozmowa upływa w przyjaznej atmosferze. Zdradzam kim jestem i uściślam, że obecnie przystąpieniem do bezpośredniej współpracy nie jestem zainteresowana. Nic nie szkodzi. Dalej jestem traktowana w taki sam sposób.

MBE ma na polskim rynku nie lada orzech do zgryzienia. Przekonać średnie przedsiębiorstwa do przedkładania jakości i szybkości usług ponad ich cenę. Ale MBE wyższe stawki ustanawia jedynie w sektorze usług standardowych. Ich konkurencyjność polega na tym, że oferują usługę, jakiej nie oferuje nikt inny i to zintegrowaną w jednym miejscu i o każdej porze dnia i nocy.

Liczy się także ich olbrzymie zaangażowanie w bliski kontakt z franczyzobiorcą i traktowanie go jak współpartnera, a nie jak podmiot zależny. Brawo! Na tych targach za profesjonalizm stoiska i obsługi oraz udzielone mi informacje MBE otrzymuje 9 na 10 punktów na skali mojej osobistej percepcji. Muszę odjąć 1 punkt za brak materiałów szkoleniowych i szkoleń np. z zakresu motywacji. Oferowane przez MBE szkolenia są stricte operacyjne. A szkoda.

Kolejnym franchisingiem, który przyciągnął moją uwagę, jest oferta firmy DSD, używająca logo DERRI. Derri to firma produkująca głównie odzież i akcesoria skórzane. Ma produkty z najwyższej półki. Liczy się nie tylko jakość, ale też unikalność kolekcji. Jak powiedział mi pan Krystian Dudziak, reprezentujący firmę na targach, Derri nie podąża za trendami, Derri je wytycza. Brzmi nieźle, ale czy Polacy zechcą za tymi trendami podążać.

Współpracę z Derri może rozpocząć każdy, kogo stać na punkt w ekskluzywnej galerii handlowej. Oferują biorcy pomoc w znalezieniu lokalu, negocjacje umowy najmu, projekt adaptacji lokalu. Co ważne, jeśli chodzi o markę, Derri prowadzi szeroko zakrojoną kampanię marketingową w branżowej prasie z dziedziny mody oraz w prasie kobiecej, a produkty Derri są eksponowane obok kolekcji D&G, Diorr czy Fendi. Kampanie Derri prowadzone są na całym świecie, a współpracujący z firmą projektanci to zwycięzcy prestiżowych konkursów.

Na targach wystawiali się także producenci rozpoczynający przygodę z franchisingiem. Ciekawą propozycję posiada producent akcesoriów do telefonów komórkowych "Forever". Promuje otworzenie własnego Teletorium: punktu-sklepu. W tym przypadku śmiało można bazować na marce Forever. Znajomość marki będzie wzrastać wraz ze wzrostem ilości punktów Teletorium. Pilotażowy punkt już istnieje i na podstawie jego wyników obliczono czas zwrotu z inwestycji na 3,6 roku w wariancie pesymistycznym. Ale patrząc na rozwój rynku telefonii komórkowej, zwrot powinien nastąpić o wiele wcześniej.

Teletorium oferuje kilka linii produktów skierowanych do różnych klientów. Nie zapomniano o młodym pokoleniu, które jest głównym odbiorcą gadżetów i nowinek, z niższej i średniej półki. Nie ominięto także grupy biznes, oferując produkty kompatybilne z najnowszymi modelami telefonów i technologiami. Na moje pytania o szkolenia nie tylko operacyjne, mówią: "Nie planowaliśmy tego wcześniej, ale nie mówimy nie, bo to ciekawa propozycja". Brawo za otwartość i elastyczność.

Na targach pojawił się także franchising z dziedziny edukacji, z branży spożywczej oraz usług mniejszego formatu np. stylizacji paznokci.

O AUTORZE: Robert Kiyosaki, autor książki "Bogaty ojciec, Biedny ojciec" to inwestor, biznesmen i nauczyciel. Uczy innych, jak sprawić, aby pieniądze ciężko pracowały dla nas, a nie my dla pieniędzy. Sprzeciwia się tradycyjnemu postrzeganiu finansów i inwestowania. Twierdzi, że często powtarzana rada - zdobądź dobrze płatną pracę, wytrwale pracuj, oszczędzaj, spłacaj długi i inwestuj długoterminowo - jest przestarzała. Aby poznać prawie wszystkie sekrety Bogatego ojca i Roberta Kiyosaki, odwiedź stronę: http://www.bogatyojciec.pl

Skrypnet.pl 2008